34a 0016

papier oślepia mnie jaskrawoscią
bieli
tafla śnieżnego puchu uwodzi mój wzrok
oblepiony czarną peleryną wspomnień

rozbiegane oczy wibrują
w rytmie bezradności
ślizgają się po szorstkiej nicości
gubią zrenice

zwiesiłem je do wewnątrz
zatrzasnąłem okiennice powiek
zanurzyłem w komnaty oczodołów

tam szukam siebie
prawdziwego
lecz porozrzucanego po zakamarkach ciała
po szczelinach duszy

uchwycony w stop-klatce
niczym relikt promieniowania tła
panicznego wiru maleńki odprysk
nieskonczonego leja myśli
zczepionych obłędnym pragnieniem zaistnienia
przerażonych
że nie zdążą na własny koniec
ale nie ma końca

osaczony w przeklętym kręgu
pluje trupim jadem bezradności
prosto w otchlań